Wtorek, 20 października 2020 r.
Sytuacja dziennikarzy i mediów na Białorusi

Sytuacja dziennikarzy i mediów na Białorusi

Dziś odbyło się spotkanie z Julią Słucką, szefową białoruskiego Press Clubu, na temat sytuacji dziennikarzy i mediów na Białorusi

Od sierpnia, kiedy doszło do sfałszowania wyborów prezydenckich, na Białorusi zatrzymano 170 dziennikarzy. 52 doznało przemocy ze strony milicji, w tym 3 zostało postrzelonych. Tylko jednego dnia – 27 sierpnia – zatrzymano 47 dziennikarzy. Te liczby najpełniej oddają dramatyczną sytuację niezależnych dziennikarzy na Białorusi. W równie trudnym położeniu są redakcje. Władze zamknęły 70 stron internetowych redakcji i organizacji, wstrzymywany jest druk i dystrybucja gazet. Pamiętać trzeba, że mówimy o 9-milionowym kraju, w którym dziennikarzy jest znacznie mniej, niż np. w Polsce.

Elementem represji wobec dziennikarzy są procesy sądowe. Ponieważ wszystkie akcje protestacyjne są nielegalne, władze oskarżają dziennikarzy je relacjonujących o koordynację tych protestów. W procesach jako świadkowie zeznają milicjanci, występując w kominiarkach oraz posługując się fikcyjnymi nazwiskami. Jednocześnie władze odmawiają wszczynania śledztw w sprawie utrudniania pracy dziennikarzom. Niektórzy z nich, nie mając wyjścia, wyjeżdżają do krajów ościennych (m.in. do Polski, Ukrainy, Litwy, Łotwy), by tam kontynuować pracę.

Bardzo trudna jest sytuacja bytowa dziennikarzy i pracowników redakcji. Od ponad miesiąca są problemy z terminową wypłatą wynagrodzenia.

Z mediów państwowych masowo odchodzą dziennikarze i pracownicy techniczni. Na ich miejsce władze ściągają dziennikarzy z Rosji. Do teraz wiadomo o 32 osobach, które mają zapewnić funkcjonowanie tych mediów.

Tym ważniejsza jest solidarność zawodowa. Białoruski Press Club organizuje codziennie spotkania pod nazwą „Pit stop”. W mińskiej siedzibie organizacji można się spotkać, wypić kawę, wymienić informacjami albo po prostu odpocząć. Dziennikarze organizują też grupy samopomocy psychologicznej. To szczególnie istotne działania, ponieważ praca trwa w zasadzie całą dobę, także dlatego, że trzeba zastąpić zatrzymanych i aresztowanych kolegów, a także tych, którzy musieli wyjechać.

Praca korespondentów zagranicznych jest również bardzo utrudniona. Nowych akredytacji się nie wydaje, stare unieważnia pod byle pretekstem. „Tym bardziej dziękuję wszystkim, którzy mimo zagrożenia zdecydowali się na przyjazd i relacjonowanie protestów zagranicę. To dla nas bardzo ważne” – podkreśliła Julia Słucka.